31 sierpnia 2014

Rozdział XV

Kiedy z samego rana się obudziłam od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Tą noc to właśnie Kim spędziła w samej bieliźnie i udało nam się odkryć że ma na brzuchu bliznę w kształcie gwiazdy. Mimo tego iż Kim uważa tę bliznę za brzydką, ja uważam że jest śliczna. Tak samo zresztą jak Paula i Rosa.
Szybko zebrałam się z łóżka i jak najciszej zaczęłam szykować się na zejście na śniadanie. Musiałam przecież jakoś stawić czoła dzisiejszemu dniu, który zapowiadał się całkiem ciekawie. Miałam już ułożony plan, jak pokazać Millicencie gdzie jest jej miejsce. Spoglądając na zegarek szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. Była dopiero 05:28, a ja czułam się wypoczęta jak nigdy. Przecież poszłyśmy z dziewczynami spać około 01:40.
Jednak skoro przygotowałam się już to muszę czymś zająć czas do początku pierwszej lekcji.
Zeszłam więc do pokoju wspólnego i postanowiłam, że pójdę do kuchni po coś do jedzienia, a na błoniach zjem i poleżę trochę.
Gdy już znalazłam się na błoniach ułożyłam się wygodnie na trawie i zabrałam się za jedzenie surowego mięsa i popijanie gorącego kakao.
Gdy zjadłam poczułam bardzo mocne ukłucie w brzuchu. Po raz pierwsze było ono takie mocne, więc nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Takie ukłucia pojawiały się wtedy gdy jakaś bardzo ważna rzecz wydarzy się za niedługo w moim życiu. To mogło być wszystko, ale na szczęście będę mogła to rozpoznać, bo wtedy ból się nasili po czym od razu ustanie. Tak działo się zawsze.
Wstałam więc z trawy otrzepałam się i zerknęłam na zegarek. Była dopiero 06:17. Poprzeciągałam się trochę po czym postanowiłam sobie trochę pobiegać. W końcu dawno tego nie robiłam. Zostawiłam więc naczynia pod drzewem i zaczęłam truchtać wzdłuż zakazanego lasu.
Moje myśli podczas wysiłku błądziły gdzieś pomiędzy nauką, a odpoczynkiem. Było to tak relaksujące, że pomyślałam czy nie biegać by tak codziennie rano. W końcu przecież ruch to zdrowie, a trochę odpoczynku dla umysłu też się przyda.
Zakończywszy swój krótki bieg wróciłam po naczynia i z uśmiechem na twarzy skierowałam się do szkoły.
Szybko odniosłam naczynia do kuchni, po czym poszłam sprawdzić co robią dziewczyny.
Gdy weszłam do pokoju wspólnego nikogo w nim nie zastałam, więc skierowałam się do dormitorium. Nie było dla mnie dziwne to, że dziewczyny jeszcze spały. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 7:00, więc była to najlepsza pora, aby obudzić przyjaciółki.
-Wstawać! Czekoladę rozdają!- Wykrzyknęłam.
Jako jedyna Paula zerwała się z łóżka, reszta dalej spała.
-Gdzie?- Zapytała Paula rozglądając się po pokoju.
-Nigdzie.- Zaczęłam się śmiać.- Już 7:00.
-CO?! - Wykrzyknęła.- Ej dziewczyny wstawać! Już 7:00! - Zaczęła budzić przyjaciółki nie pamiętając już żartu z czekoladą.
Tym razem wszystkie zerwały się z łóżek i zaczęła się poranna gonitwa, do łazienki. Jako jedyna Kim spojrzała na mnie.
-Juz gotowa jak widzę? Następnym razem obudz mnie wcześniej.- Na twarzy Kim pojawił się uśmiech po czyk wróciła do ścielenia łóżka.
- Ja idę na dół.- Powiedziałam wychodząc z pokoju. - Spotkamy się na pierwszej lekcji!

********

Gdy już w końcu rozpoczęła się pierwsza lekcja, którą było zielarstwo, okazało się iż lekcja ta jest łączona razem z Gryfonami z pierwszego roku.
Od razu odszukałam wzrokiem Isobel po czym do niej podeszłam, bo tamta jak zwykle była sama.
-Czołem Isobel.- Powiedziałam do koleżanki.
Isobel aż podskoczyła gdy usłyszała mój głos.
-Ooo.... Rebecca. Cześć.- Powiedziała.- Wystraszyłaś mnie. Nie spodziewałam się, że do mnie podejdziesz.
-No coś ty. - Uśmiechnęłam się do niej.- Muszę Ci kogoś przedstawić.
Złapałam ją za rękę po czym pociągnęłam w stronę Pauli i Kim. Gdy już stanęłyśmy wszystkie w czwórkę na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Isobel to jest Paula i Kim. Kim, Paula to jest Isobel.- Przedstawiłam je sobie.
Dziewczyny podały sobie dłonie na powitanie uśmiechając się.
Chwilę później już rozmawiały o chłopakach, do czego ja się nie przyłączałam, bo nie znałam tu nikogo poza Malfoyem, więc nie miałam o czym rozmawiać.
Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu i od razu zauważyłam, że Malfoy się na mnie patrzy. Zignorowałam jednak jego wzrok, dalej się rozglądając. Nagle mój wzrok zatrzymał się na chłopaku, który układał książki na półce. Miał ich cały stos na biurku, więc nie wierzyłam w to że zdąży przed końcem lekcji poukładać je wszystkie.
-Dziewczyny ja zaraz wracam.- Powiedziałam do przyjaciółek, po czym skierowałam się w stronę owego chłopaka.
-Pomóc?- Zapytałam gdy już do niego podeszłam.
Z mojej twarzy przez cały czas nie znikał uśmiech. Chłopak w końcu spojrzał na mnie i na jego twarzy również pojawił się uśmiech.
-Jeślibyś mogła.
-Jasne.- Powiedziałam biorąc książki do rąk.- Mają być jakoś specjalnie poukładane?
-Na szczęście nie.- Powiedział.
-Okey.- Zabrałam się do układania książek na półkach.
Wyrobiliśmy się w czasie tak, że gdy skończyliśmy właśnie zadzwonił dzwonek na przerwę.
Obydwoje się do siebie uśmiechnęliśmy.
-Dzięki za pomoc.- Powiedział.-Idziesz na następną lekcję?
-Tak. Zaklęcia, co nie?- Odpowiedziałam.
Chłopak tylko pokiwał głową.
-To weź swoją torbę i idziemy.
-Okey.- Powiedziałam, po czym poszłam po swoją torbę.
Rozejrzałam się po sali i dostrzegłam tylko Malfoya, który dalej się na mnie patrzył.
Szybko wyszłam z klasy, bo tam czekał na mnie owy chłopak.
-To jak się nazywasz?- Zapytałam gdy już szliśmy korytarzem na następną lekcję.
-Peter Lovis.- Przedstawił się.- A ty?
-Rebecca Potter.
-Uooo... Na prawdę Potter?- Zapytał z niedowierzaniem.
-Taaa. Naprawdę.- Przewróciłam oczami.
Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu.
Pod klasą się rozeszliśmy w swoje strony.
Od tego momentu mój nastrój gwałtownie się zmienił. Nienawidziłam gdy ktoś pytał mnie czy naprawdę jestem Potter, to było coś takiego jakby ktoś pytał czy naprawdę noszę bieliznę.
Następne trzy lekcje wyglądały tak samo. Co chwilę trzeba było robić notatki.

W końcu nadszedł czas wolny, który miałam ochotę spędzić sama na błoniach.
Udało mi się samemu wyjść na błonia i usiąść pod drzewem, ale po jakichś 15 minutach zjawił się Malfoy.
Gdy tylko mnie zauważył zaczął się zbliżać w moją stronę szybkim krokiem.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, pochylił się i mnie mocno pocałował. Pocałunek był tak nagły, że nawet nie miałam kiedy na niego zareagować. Malfoy odsunął się na moment.
-Przepraszam.-Szepnął mi do ucha, po czym niepewnie zaczął znów zbliżać swoje usta do moich.
-Przeprosiny przyjęte.- Mruknęłam po czym go pocałowałam.

*********

Wiem, że znów przerwałam w najlepszym momencie, ale chcę resztę zostawić na następny rozdział.
Liczę na dużą liczbę komentarzy.
Życzę miłego roku szkolnego!