Wydarzenia w skrzydle szpitalnym
Dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała biały sufit. Przez jej umysł przemknęło się wspomnienie, które kiedyś udało jej się puścić w niepamięć. Ciekawe czemu przypomniało jej się akurat teraz.A właśnie. Jaki jest teraz dzień, i gdzie ona do jasnej cholery jest?
Jedyne co pamiętała to ogromny ból. Po tym były czyjeś oczy, ale ten moment trwał dość krótko by miała czas się im przyjrzeć.
Spróbowała podnieść nieco głowę do góry, ale przy lekkim poruszeniu mięśniami szyjnymi, przeszedł ją ogromny ból, od głowy do stóp. To było okropne. Ciekawiło ją co tym razem zrobiła, że tak ją wszystko bolało.
-No wreszcie, raczyła się panienka obudzić!- Usłyszała jakiś skrzekliwy, kobiecy głos.- Wie panienka, ile spała?! Całe dwa dni!
Kiedy jeszcze dało się słyszeć echo głosu kobiety, nagle nad dziewczyną pochyliła się jakaś kobieta.
-Gdzie ja jestem? Kim pani jest?-Spytała próbując się nie skrzywić od nadmiaru bólu.
-Jak to gdzie panienka jest?! Jest panienka w skrzydle szpitalnym. A ja jestem pani Pomfrey.
-Jakoś dziwnie się czuję... Przy nawet najdrobniejszym ruchu wszystko mnie boli...- Powiedziała cicho, niemalże nie poruszając wargami.
-Uch... Muszę iść po dyrektora... Wygląda mi to na poważniejszą sprawę, niż mogłoby się wydawać...- Powiedziała kobieta prawdopodobnie do siebie.- Zaraz wracam.
Dało się słychać szybki stukot obcasów co oznaczało, że kobieta biegła.
Dziewczyna zamknęła oczy i usiłowała sobie przypomnieć coś więcej z wypadku, który ją spotkał. Po ciężkim wysiłku udało jej się tylko przypomnieć ból, który wtedy czuła i stalowoszare oczy jakiegoś chłopaka. Miała nadzieję, że uda jej się przypomnieć coś jeszcze, ale na razie dała sobie z tym spokój.
Jej rozmyślania zakłócił hałas upadającej jakiejś drewnianej rzeczy. Powstrzymała się by otworzyć oczy i wsłuchała się w przytłumiony szept. Rozpoznawała głos Malfoya.
-Ciszej, bo ją obudzicie, głupcy.-Syknął chłopak.
-Draco, co ci na niej tak zależy?- Spytał inny chłopak.
-Wynocha stąd jak wam coś nie pasuje.-Syknął bardziej zajadle Draco.
-Ale Draco...
-WON STĄD!- Krzyknął głośno.
Dało się słyszeć odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. Po jakiejś chwili poczuła na swojej prawej ręce czyjś dotyk. Przeszedł ją lekki ból w miejscu dotknięcie, ale nie poruszyła się.
-Rebecca, śpisz?- Usłyszała przyciszony głos Dracona, zupełnie nie podobny do tego jak przed chwilą krzyczał na swoich kolegów.
Nie odpowiedziała, chcąc zobaczyć co tamten zrobi.
-Wiesz, muszę ci coś powiedzieć. Jesteś bardzo fajną dziewczyną i chciałbym zapytać czy miałabyś ochotę pospacerować ze mną po błoniach. Oczywiście jak już stąd wyjdziesz. Co ty, na to?-Spytał po czym westchnął.- Wolałbym powiedzieć ci to kiedy byś nie spała, ale jakoś nie mam na to odwagi.
"To było... To było przepiękne!"- Pomyślała. Oczywiście nie miała zamiaru ujawniać, że nie śpi i że wszystko słyszała.
Drzwi do sali otwarły i poczuła, że Draco zabrał rękę. Instynkt jej podpowiadał, że do sali weszło dwoje ludzi.
Jej powieki stały się przezroczyste tak, by mogła widzieć co dzieje się w pomieszczeniu. Jej powieki były tylko dla niej przezroczyste, inni widzieli, że dziewczyna leży na łóżku i prawdopodobnie śpi.
Zobaczyła, że do jej łóżka podchodzi dyrektor i pani Pomfrey.
-Mówiła, że nawet przy najdrobniejszym ruchu ją boli.- Powiedziała kobieta.
-Hmmm...- Zamyślił się dyrektor, pocierając palcami swoją brodę.- Wydaje mi się, że nigdy nikt nie miał, aż tak poważnych obrażeń po wylaniu przez Irytka na tą osobę wiadra gorącej wody z pokruszoną kredą.
"Och! Przecież nie jestem ani na wodę, ani na kredę uczulona!"-Chciała krzyknąć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
-Który to już raz? Piąty, szósty?- Zapytał dyrektor spoglądając na kobietę.
-Zdecydowanie dziewiąty od rozpoczęcia roku szkolnego. To i tak stanowczo za dużo!- Oburzyła się kobieta.
-Och, daj spokój Poppy. Irytek to duch, który robi co chce. Nawet ja nie potrafię go powstrzymać.- Powiedział spokojnie dyrektor.
Dziewczyna poczuła lekki gilgotanie na nosie. Gilgotanie przerodziło się w malutki ból. Ból zaczął się pomału przemieszczać po całym jej ciele. Automatycznie otworzyła oczy i wyprostowała się do siadu prostego.
Ogarnął ją przeraźliwy ból w czaszce, tak jakby ktoś wiercił jej tam dziurę. Mimowolnie się skrzywiła.
-Czy coś panienkę boli?- Usłyszała głos pani Pomfrey.
Z ust dziewczyny dało się słychać głośny warkot. Pamiętała, że zachowywała się tak gdy przez długi czas nie jadła. W końcu spała przez dwa dni, więc nie miała możliwości jedzenia.
-Rebecco.- Usłyszała jak przez mgłę, głos dyrektora.
Udało jej się zapanować nad sobą. Chociaż nie wiedziała jak długo będzie umiała.
-Tak panie profesorze?- Zapytała spoglądając na dyrektora.
W oczach dyrektora zobaczyła strach, a może to był podziw? Nie była pewna.
-Jak się czujesz?- Zapytał dyrektor.
-Zadziwiająco dobrze.- Odparła szczerze.
-Hmm... Poppy, mogę porwać pannę Potter na mały spacer po błoniach?- Zapytał stojącej obok niego kobiety.
Kobieta westchnęła i rozłożyła bezradnie ręce.
-Skoro panienka dobrze się już czuje, to nie mam prawa tego dyrektorowi zabraniać.- Powiedziała oddalając się w stronę swojego pokoiku.
-Dziękuję Poppy.- Zdążył powiedzieć zanim kobieta zniknęła za drzwiami.- A więc idziemy?
Dziewczyna pokiwała głową i wstała z łóżka. Zauważyła, że dalej jest w szkolnym mundurku.
-Chodźmy.- Powiedział dyrektor kierując się w stronę wyjścia ze skrzydła szpitalnego.
Dziewczyna podążyła za dyrektorem. Przeszli w ciszy cały budynek, aż w końcu dotarli do drzwi wyjściowych. Tam dyrektor otworzył im drzwi i wyszli na zasłane zieloną poszewką błonia, wdychając zapach świeżej trawy.
*****
Mam nadzieję, że nie zawiodłam czytelników, tym że napisałam, że Rebecca się uspokoiła. Miałam na początku pomysł, że rzuciłaby się ona na dyrektora, ale wolałam jak na razie uniknąć śmierci Dumbledora.
A więc, do następnego rozdziału. ;*