26 września 2013

Rozdział VIII

Wydarzenia w skrzydle szpitalnym

Dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała biały sufit. Przez jej umysł przemknęło się wspomnienie, które kiedyś udało jej się puścić w niepamięć. Ciekawe czemu przypomniało jej się akurat teraz.
A właśnie. Jaki jest teraz dzień, i gdzie ona do jasnej cholery jest?
Jedyne co pamiętała to ogromny ból. Po tym były czyjeś oczy, ale ten moment trwał dość krótko by miała czas się im przyjrzeć.
Spróbowała podnieść nieco głowę do góry, ale przy lekkim poruszeniu mięśniami szyjnymi, przeszedł ją ogromny ból, od głowy do stóp. To było okropne. Ciekawiło ją co tym razem zrobiła, że tak ją wszystko bolało.
-No wreszcie, raczyła się panienka obudzić!- Usłyszała jakiś skrzekliwy, kobiecy głos.- Wie panienka, ile spała?! Całe dwa dni!
Kiedy jeszcze dało się słyszeć echo głosu kobiety, nagle nad dziewczyną pochyliła się jakaś kobieta.
-Gdzie ja jestem? Kim pani jest?-Spytała próbując się nie skrzywić od nadmiaru bólu.
-Jak to gdzie panienka jest?! Jest panienka w skrzydle szpitalnym. A ja jestem pani Pomfrey.
-Jakoś dziwnie się czuję... Przy nawet najdrobniejszym ruchu wszystko mnie boli...- Powiedziała cicho, niemalże nie poruszając wargami.
-Uch... Muszę iść po dyrektora... Wygląda mi to na poważniejszą sprawę, niż mogłoby się wydawać...- Powiedziała kobieta prawdopodobnie do siebie.- Zaraz wracam.
Dało się słychać szybki stukot obcasów co oznaczało, że kobieta biegła.
Dziewczyna zamknęła oczy i usiłowała sobie przypomnieć coś więcej z wypadku, który ją spotkał. Po ciężkim wysiłku udało jej się tylko przypomnieć ból, który wtedy czuła i stalowoszare oczy jakiegoś chłopaka. Miała nadzieję, że uda jej się przypomnieć coś jeszcze, ale na razie dała sobie z tym spokój.
Jej rozmyślania zakłócił hałas upadającej jakiejś drewnianej rzeczy. Powstrzymała się by otworzyć oczy i wsłuchała się w przytłumiony szept. Rozpoznawała głos Malfoya.
-Ciszej, bo ją obudzicie, głupcy.-Syknął chłopak.
-Draco, co ci na niej tak zależy?- Spytał inny chłopak.
-Wynocha stąd jak wam coś nie pasuje.-Syknął bardziej zajadle Draco.
-Ale Draco...
-WON STĄD!- Krzyknął głośno.
Dało się słyszeć odgłos otwieranych i zamykanych drzwi. Po jakiejś chwili poczuła na swojej prawej ręce czyjś dotyk. Przeszedł ją lekki ból w miejscu dotknięcie, ale nie poruszyła się.
-Rebecca, śpisz?- Usłyszała przyciszony głos Dracona, zupełnie nie podobny do tego jak przed chwilą krzyczał na swoich kolegów.
Nie odpowiedziała, chcąc zobaczyć co tamten zrobi.
-Wiesz, muszę ci coś powiedzieć. Jesteś bardzo fajną dziewczyną i chciałbym zapytać czy miałabyś ochotę pospacerować ze mną po błoniach. Oczywiście jak już stąd wyjdziesz. Co ty, na to?-Spytał po czym westchnął.- Wolałbym powiedzieć ci to kiedy byś nie spała, ale jakoś nie mam na to odwagi.
"To było... To było przepiękne!"- Pomyślała. Oczywiście nie miała zamiaru ujawniać, że nie śpi i że wszystko słyszała.
Drzwi do sali otwarły i poczuła, że Draco zabrał rękę. Instynkt jej podpowiadał, że do sali weszło dwoje ludzi.
Jej powieki stały się przezroczyste tak, by mogła widzieć co dzieje się w pomieszczeniu. Jej powieki były tylko dla niej przezroczyste, inni widzieli, że dziewczyna leży na łóżku i prawdopodobnie śpi.
Zobaczyła, że do jej łóżka podchodzi dyrektor i pani Pomfrey.
-Mówiła, że nawet przy najdrobniejszym ruchu ją boli.- Powiedziała kobieta.
-Hmmm...-  Zamyślił się dyrektor, pocierając palcami swoją brodę.- Wydaje mi się, że nigdy nikt nie miał, aż tak poważnych obrażeń po wylaniu przez Irytka na tą osobę wiadra gorącej wody z pokruszoną kredą.
"Och! Przecież nie jestem ani na wodę, ani na kredę uczulona!"-Chciała krzyknąć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
-Który to już raz? Piąty, szósty?- Zapytał dyrektor spoglądając na kobietę.
-Zdecydowanie dziewiąty od rozpoczęcia roku szkolnego. To i tak stanowczo za dużo!- Oburzyła się kobieta.
-Och, daj spokój Poppy. Irytek to duch, który robi co chce. Nawet ja nie potrafię go powstrzymać.- Powiedział spokojnie dyrektor.
Dziewczyna poczuła lekki gilgotanie na nosie. Gilgotanie przerodziło się w malutki ból. Ból zaczął się pomału przemieszczać po całym jej ciele. Automatycznie otworzyła oczy i wyprostowała się do siadu prostego.
Ogarnął ją przeraźliwy ból w czaszce, tak jakby ktoś wiercił jej tam dziurę. Mimowolnie się skrzywiła.
-Czy coś panienkę boli?- Usłyszała głos pani Pomfrey.
Z ust dziewczyny dało się słychać głośny warkot. Pamiętała, że zachowywała się tak gdy przez długi czas nie jadła. W końcu spała przez dwa dni, więc nie miała możliwości jedzenia.
-Rebecco.- Usłyszała jak przez mgłę, głos dyrektora.
Udało jej się zapanować nad sobą. Chociaż nie wiedziała jak długo będzie umiała.
-Tak panie profesorze?- Zapytała spoglądając na dyrektora.
W oczach dyrektora zobaczyła strach, a może to był podziw? Nie była pewna.
-Jak się czujesz?- Zapytał dyrektor.
-Zadziwiająco dobrze.- Odparła szczerze.
-Hmm... Poppy, mogę porwać pannę Potter na mały spacer po błoniach?- Zapytał stojącej obok niego kobiety.
Kobieta westchnęła i rozłożyła bezradnie ręce.
-Skoro panienka dobrze się już czuje, to nie mam prawa tego dyrektorowi zabraniać.- Powiedziała oddalając się w stronę swojego pokoiku.
-Dziękuję Poppy.- Zdążył powiedzieć zanim kobieta zniknęła za drzwiami.- A więc idziemy?
Dziewczyna pokiwała głową i wstała z łóżka. Zauważyła, że dalej jest w szkolnym mundurku.
-Chodźmy.- Powiedział dyrektor kierując się w stronę wyjścia ze skrzydła szpitalnego.
Dziewczyna podążyła za dyrektorem. Przeszli w ciszy cały budynek, aż w końcu dotarli do drzwi wyjściowych. Tam dyrektor otworzył im drzwi i wyszli na zasłane zieloną poszewką błonia, wdychając zapach świeżej trawy.

*****

Mam nadzieję, że nie zawiodłam czytelników, tym że napisałam, że Rebecca się uspokoiła. Miałam na początku pomysł, że rzuciłaby się ona na dyrektora, ale wolałam jak na razie uniknąć śmierci Dumbledora.
A więc, do następnego rozdziału. ;*

13 września 2013

Rozdział VII

Dziwny Malfoy

Korytarz był pusty.
-Czego szukasz?- Zapytał z dziwną iskierką w oczach.
-Niczego.- Odparła patrząc mu twardo w oczy.
-To dobrze.- Wyszeptał z ironią w głosie.
Jego twarz przybliżyła się do jej twarzy, tak że ich nosy się stykały.
-Spotkajmy się w pokoju wspólnym o północy.- Powiedział patrząc jej przez cały czas w oczy.
-Zobaczę co da się zrobić.- Powiedziała powoli.
-Przyjdź.- Pogłaskał ją po policzku i odszedł z tym swoim szarmanckim uśmiechem.
Chwilę później korytarz zalała fala uczniów. To dziwne, bo przecież przed chwilą było tu zupełnie pusto.
Wzruszyła tylko ramionami i usiadła opierając się o ścianę. Nie miała ochoty, spotkać się z Malfoyem, ale wiedziała że ciekawość i tak zaprowadzi ją do pokoju wspólnego.
-Cześć Rebecca.- Usłyszała czyjś chłopięcy głos.
Podniosła pomału głowę w obawie, że może być to znowu Malfoy. Jednak okazało się, że to nie Malfoy, tylko Harry. Jej brat.
-Cześć.- Powiedziała uśmiechając się lekko.
Podniosła się i spojrzała na Harry'ego. Harry był zupełnie inny niż ona. Był naprawdę bardzo podobny do ich ojca. Jamesa Pottera.
-To ty rzuciłaś zaklęcie na Malfoya i jego kolegów?- Spytał przypatrując się jej uważnie.
Dziewczyna roześmiała się głośno. Do jej oczu wkradły się iskierki rozbawienia.
-Harry ja nie znam ani jednego zaklęcia, a co dopiero takie zaklęcie, dzięki któremu pojawiają się pająki!
-Aha.
Rebecca zauważyła zmieszanie na twarzy chłopaka. Ten szybko odwrócił wzrok.
-Jaką masz teraz lekcję?- Zmieniła temat.
-Eliksiry.- Odpowiedział
-Uuuu... Ja mam tą lekcję dopiero za godzinę, ale wolałabym nie mieć jej nigdy.
-Czemu? Jest aż taka zła?
-Z tego co wiem, to eliksirów naucza niejaki Severus Snape. Podobno jest okropny, chociaż ja nie powinnam narzekać. Jest on w końcu opiekunem Slytherinu.- Powiedziała z uśmiechem.
Obydwoje roześmiali się. Po chwili podeszli do nich dwoje przyjaciół Harry'ego.
-Hej.- Przywitała się dziewczyna.
Chłopak natomiast kiwnął tylko sztywno głową.
-To jest Hermiona.- Wskazał brązowowłosą. Po czym wskazał na rudowłosego.- A to jest Ron.
-Miło was poznać. Ja jestem Rebecca Potter.- Przedstawiła się. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Dzięki, za to że stanęłaś w naszej obronie.- Odezwał się Ron.
-Och, to był drobiazg.- Uśmiechnęła się szerzej.- A poza tym nie lubię, kiedy ktoś kogoś przezywa nawet tej osoby nie znając.
Cała trójka pokiwała głowami..
-Wiedziałaś, że w sobotę odbywa się rekrutacja do drużyny Quidditch'a?-Spytał po chwili Ron.
-Nie...- Odparła.- Wiesz może ile osób jest potrzebnych?
-Z każdej drużyny po trzech. Dwóch pałkarzy i jeden szukający.- Powiedział z uśmiechem.
Rebecca pokiwała głową w zastanowieniu.
Nagle nad ich głowami rozległ się dzwonek na lekcje.
-Musimy się pospieszyć!- Zawołała Hermiona.
Cała trójka pomachała do niej i pobiegła w stronę lochów, na zajęcia z eliksirów.
Dziewczyna odwróciła się w stronę klasy akurat w chwili kiedy drzwi się otworzyły i z klasy wyleciał jakiś duch. Duch ten leciał z jakimś wielkim wiadrem z którego unosiła się para.
-Łapać go zanim na kogoś to wyleje!- Rozległ się donośny głos.
Lecz duch z wariackim śmiechem zaczął latać po korytarzu, by upatrzyć sobie ofiarę. Padło na Rebecce i jakąś dziewczynę obok niej. Duch przechylił wiadro tuż nad głowami dziewczyn. Rebecca instynktownie odepchnęła dziewczynę z zasięgu zawartości wiadra. Jednak w ten sposób cała zawartość wiadra wylądowała na niej. Zaczęło ją palić całe ciało. Czuła jakby tysiące igieł wbijało się w jej ciało. Oczy zaszły jej mgłą. Upadła z impetem na posadzkę. Zobaczyła, że Malfoy patrzy na nią dziwnie troskliwymi i bojącymi się oczami. Zdążyła jeszcze zobaczyć jak do niej podbiega i próbuje jej pomóc, zanim straciła przytomność.

*****

Cóż, jak dobrze wiecie, to rozpoczęła się szkoła i w związku z  tym nie będę miała tak dużo czasu na pisanie opowiadania, jak w wakacje. Mam nadzieję, że nie smucicie się tym za bardzo, bo nie chciałabym tego. ;] Więc, do następnego rozdziału. ;]

1 września 2013

Rozdział VI

Zrobić psikus Malfoyowi

Lekcja zielarstwa zaczęła się dziewczynie dość nieprzyjemnie. Draco zaczął się z niej śmiać i wytykać ją palcem. Raz udało jej się podsłuchać o czym tak gorączkowo mówi swoim przyjaciołom.
-Ona się normalnie na mnie rzuciła. Stary, gdybym jej nie powstrzymał to bym miał z pewnością malinki na całym ciele.
Była normalnie na niego wściekła. Zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że aż się jej odbiły paznokcie w skórze.
Po skończonej lekcji wybiegła z sali z łzami w oczach. Jednak zanim ktokolwiek zdołał zobaczyć, że one tam są już jej nie było. Była w łazience. Po jej policzkach spływały obficie strumienie łez. I to wszystko spowodowane przez tego głupiego Malfoya! Ona go normalnie zniszczy! Dostanie nauczkę, że z nią zadarł!
Wytarła łzy i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Nie wyglądała najgorzej. Jednym ruchem ręki sprawiła, że jej twarz znów wyglądała normalnie. Raz jeszcze przejrzała się w lustrze i wyszła z łazienki.
Drugą jej lekcją była transmutacja. Miała nadzieję, że przynajmniej ta lekcja będzie lepsza, od poprzedniej.
Weszła do klasy razem z resztą ślizgonów i zajęła sobie miejsce w ostatniej ławce. Co się okazało mieli lekcje razem z gryfonami.
-Mogę usiąść z tobą?- Usłyszała za sobą głos jakiejś dziewczyny.
Odwróciła się i zobaczyła jakąś brązowowłosą dziewczynę. Na swojej szacie miała plakietkę z godłem Gryffindoru.
-Jasne.- Powiedziała i uśmiechnęła się do dziewczyny.
-Dzięki.- Odpowiedziała i usiadła obok.- Wiesz, jakoś nie chciałam siadać z jakimś blondynem ze Slytherinu. Wydałaś mi się dużo milsza od niego.
-Chyba mówisz o Draco Malfoyu.- Wyszeptała. Spojrzała dziewczynie w oczy.- Masz racje on jest okropny. Nawet dla osób ze Slytherinu.
Brązowowłosa dopiero teraz spojrzała na plakietkę dziewczyny. Widniało na niej godło Slytherinu.
-Czy on...- Nie zdążyła zadać pytania ślizgonce, bo do sali weszła nauczycielka.
-Jeśli chodzi ci o to czy mnie skrzywdził, to tak. I zapłaci mi za to.- Wyszeptała.
Dziewczyny patrzyły na siebie jeszcze przez chwilę, po czym zajęły się lekcją.

Po jakimś kwadransie na ławce dziewczyn wylądował mały samolot z papieru. Rebecca rozprostowała kartkę i dziewczyny zobaczyły jakiś rysunek. Na rysunku widniały ich podobizny. Były w skrzydle szpitalnym i miały dziwnie powykrzywiane ciało. W drzwiach stał Malfoy ze swoimi koleżkami i śmiali się z nich.
Rebecca podniosła wzrok znad kartki. Malfoy i jego paczka patrzyli na nie. Śmiali się tak jak na rysunku. Zacisnęła ręce w pięści i wyobraziła sobie, że każdy z nich ma na twarzy ogromnego pająka.
Po chwili zobaczyła, że na ich twarzach materializują się ogromne włochate pająki. Na jej twarzy widniał teraz uśmiech satysfakcji.
Chłopacy przestali się śmiać i z przerażeniem wypisanym na twarzach zaczęli krzyczeć i miotać się po klasie.
Profesor McGonagall podbiegła do chłopaków i próbowała ich uspokoić, by pająki ich nie ukąsiły.
-Łoł... Ciekawe kto im to zrobił.- Chichotała brązowowłosa.
-Ja, ale proszę cię nikomu o tym nie mów.- Wyszeptała.
-Ale przecież ty nie miałaś nawet różdżki w ręce.- Powiedziała dalej chichocząc.
-Tak, ale ja do czarowania nie potrzebuje różdżki.- Wyszeptała i spojrzała na dziewczynę poważnie.
-Naprawdę?-Spytała nagle poważniejąc.
-Tak, naprawdę.- Przyznała po chwili.- Ale obiecaj mi, że nikomu o tym nie powiesz. No chyba, że cię o to poproszę.
-Dobrze, obiecuję.- Odparła po chwili zastanowienia.
-Wierzę, że dotrzymasz danego mi słowa.- Powiedziała i się uśmiechnęła.- Jak się nazywasz?
-Isobel Smith.- Przedstawiła się.- A ty?
-Rebecca Potter.
Isobel wytrzeszczyła na nią szeroko swoje zielone oczy.
Rebecca westchnęła i przewróciła oczami.
-Czemu wszyscy tak się dziwią, że też mam na nazwisko Potter i że jestem siostrą Harrego?
-Bo to jest niemożliwe.- Wydukała dziewczyna.
-Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko w to uwierzyć.
Rozległ się dzwonek na przerwę i wszyscy oprócz profesor McGonagall, Malfoya i jego grupki zaczęli wychodzić z sali.
-Panno Potter proszę, aby pani została.- Rozległ się głos nauczycielki.
Dziewczyna spojrzała na Isobel, a ta posłała jej uśmiech, który dodał jej nieco otuchy.
-Poczekam na ciebie.- Powiedziała i skierowała się do wyjścia z sali.
-Panno Smith, niech pani też zostanie.- Odezwała się nauczycielka.
Dziewczyny spojrzały na siebie i podeszły do nauczycielki.
-A więc, słyszałam, że to podobno, któraś z was rzuciła zaklęcie na tych chłopców, czy to prawda?
-Nie.- Odpowiedziały chórem.
-Proszę, abyście pokazały mi swoje różdżki.
Dziewczyny wyciągnęły swoje różdżki i podały je nauczycielce. Kobieta rzuciła na różdżki zaklęcie pokazujące jakie zostało wypowiedziane ostatnie zaklęcie. Obydwie różdżki nie były jeszcze ani razu używane.
-Panie Malfoy różdżki od obydwu dziewczyn są czyste, więc ani panna Potter ani panna Smith nie mogły rzucić na pana i pańskich kolegów żadnego zaklęcia.
-Ale to musiały być one!-Wykrzyknął wściekły Malfoy.
-Panie Malfoy proszę, aby się pan uspokoił.
-Pani profesor to musiały być one!- Dalej krzyczał.
-Ma pan szlaban panie Malfoy.- Powiedziała nauczycielka i wróciła do swojego biurka.- Od dziś do końca tygodnia. Niech pan przyjdzie dziś o szesnastej. A teraz proszę już iść.
Dziewczyny jako pierwsze wyszły z sali i zanosząc się śmiechem poszły pod swoje sale lekcyjne.
Rebecca oparła się plecami o ścianę i zamknęła oczy przypominając sobie jak wyczarowała na twarzach chłopaków te duże pająki.
-Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho.- Usłyszała przed sobą głos Malfoya.
Otworzyła oczy i zobaczyła tuż przed sobą twarz Malfoya. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie było. Korytarz był pusty.

*****


Rozdział dłuższy od poprzednich z okazji rozpoczynającej się szkoły. Muszę się teraz bardzie starać w szkole, więc będę rzadziej mogła dodawać rozdziały. :/