13 września 2013

Rozdział VII

Dziwny Malfoy

Korytarz był pusty.
-Czego szukasz?- Zapytał z dziwną iskierką w oczach.
-Niczego.- Odparła patrząc mu twardo w oczy.
-To dobrze.- Wyszeptał z ironią w głosie.
Jego twarz przybliżyła się do jej twarzy, tak że ich nosy się stykały.
-Spotkajmy się w pokoju wspólnym o północy.- Powiedział patrząc jej przez cały czas w oczy.
-Zobaczę co da się zrobić.- Powiedziała powoli.
-Przyjdź.- Pogłaskał ją po policzku i odszedł z tym swoim szarmanckim uśmiechem.
Chwilę później korytarz zalała fala uczniów. To dziwne, bo przecież przed chwilą było tu zupełnie pusto.
Wzruszyła tylko ramionami i usiadła opierając się o ścianę. Nie miała ochoty, spotkać się z Malfoyem, ale wiedziała że ciekawość i tak zaprowadzi ją do pokoju wspólnego.
-Cześć Rebecca.- Usłyszała czyjś chłopięcy głos.
Podniosła pomału głowę w obawie, że może być to znowu Malfoy. Jednak okazało się, że to nie Malfoy, tylko Harry. Jej brat.
-Cześć.- Powiedziała uśmiechając się lekko.
Podniosła się i spojrzała na Harry'ego. Harry był zupełnie inny niż ona. Był naprawdę bardzo podobny do ich ojca. Jamesa Pottera.
-To ty rzuciłaś zaklęcie na Malfoya i jego kolegów?- Spytał przypatrując się jej uważnie.
Dziewczyna roześmiała się głośno. Do jej oczu wkradły się iskierki rozbawienia.
-Harry ja nie znam ani jednego zaklęcia, a co dopiero takie zaklęcie, dzięki któremu pojawiają się pająki!
-Aha.
Rebecca zauważyła zmieszanie na twarzy chłopaka. Ten szybko odwrócił wzrok.
-Jaką masz teraz lekcję?- Zmieniła temat.
-Eliksiry.- Odpowiedział
-Uuuu... Ja mam tą lekcję dopiero za godzinę, ale wolałabym nie mieć jej nigdy.
-Czemu? Jest aż taka zła?
-Z tego co wiem, to eliksirów naucza niejaki Severus Snape. Podobno jest okropny, chociaż ja nie powinnam narzekać. Jest on w końcu opiekunem Slytherinu.- Powiedziała z uśmiechem.
Obydwoje roześmiali się. Po chwili podeszli do nich dwoje przyjaciół Harry'ego.
-Hej.- Przywitała się dziewczyna.
Chłopak natomiast kiwnął tylko sztywno głową.
-To jest Hermiona.- Wskazał brązowowłosą. Po czym wskazał na rudowłosego.- A to jest Ron.
-Miło was poznać. Ja jestem Rebecca Potter.- Przedstawiła się. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Dzięki, za to że stanęłaś w naszej obronie.- Odezwał się Ron.
-Och, to był drobiazg.- Uśmiechnęła się szerzej.- A poza tym nie lubię, kiedy ktoś kogoś przezywa nawet tej osoby nie znając.
Cała trójka pokiwała głowami..
-Wiedziałaś, że w sobotę odbywa się rekrutacja do drużyny Quidditch'a?-Spytał po chwili Ron.
-Nie...- Odparła.- Wiesz może ile osób jest potrzebnych?
-Z każdej drużyny po trzech. Dwóch pałkarzy i jeden szukający.- Powiedział z uśmiechem.
Rebecca pokiwała głową w zastanowieniu.
Nagle nad ich głowami rozległ się dzwonek na lekcje.
-Musimy się pospieszyć!- Zawołała Hermiona.
Cała trójka pomachała do niej i pobiegła w stronę lochów, na zajęcia z eliksirów.
Dziewczyna odwróciła się w stronę klasy akurat w chwili kiedy drzwi się otworzyły i z klasy wyleciał jakiś duch. Duch ten leciał z jakimś wielkim wiadrem z którego unosiła się para.
-Łapać go zanim na kogoś to wyleje!- Rozległ się donośny głos.
Lecz duch z wariackim śmiechem zaczął latać po korytarzu, by upatrzyć sobie ofiarę. Padło na Rebecce i jakąś dziewczynę obok niej. Duch przechylił wiadro tuż nad głowami dziewczyn. Rebecca instynktownie odepchnęła dziewczynę z zasięgu zawartości wiadra. Jednak w ten sposób cała zawartość wiadra wylądowała na niej. Zaczęło ją palić całe ciało. Czuła jakby tysiące igieł wbijało się w jej ciało. Oczy zaszły jej mgłą. Upadła z impetem na posadzkę. Zobaczyła, że Malfoy patrzy na nią dziwnie troskliwymi i bojącymi się oczami. Zdążyła jeszcze zobaczyć jak do niej podbiega i próbuje jej pomóc, zanim straciła przytomność.

*****

Cóż, jak dobrze wiecie, to rozpoczęła się szkoła i w związku z  tym nie będę miała tak dużo czasu na pisanie opowiadania, jak w wakacje. Mam nadzieję, że nie smucicie się tym za bardzo, bo nie chciałabym tego. ;] Więc, do następnego rozdziału. ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz