Witam serdecznie.
Przepraszam za tak długi okres oczekiwania na następny rozdział, ale braki pomysłów dały się we znaki. To samo z nauką.
Postaram się w końcu dodawać rozdziały częściej. Chociaż nie wiem co z tego wyjdzie, bo za każdym razem mówię to samo. Ciekawe czy tym razem dotrzymam danego Wam słowa.
Miłego czytania!
***********
Przepraszam za tak długi okres oczekiwania na następny rozdział, ale braki pomysłów dały się we znaki. To samo z nauką.
Postaram się w końcu dodawać rozdziały częściej. Chociaż nie wiem co z tego wyjdzie, bo za każdym razem mówię to samo. Ciekawe czy tym razem dotrzymam danego Wam słowa.
Miłego czytania!
***********
W końcu usłyszałam echo kroków odbijających się od ścian jaskini.
Chwilę później zobaczyłam już cień tamtego.
Prawie, że niemal czułam jak blisko się on znajduje.
Miałam nadzieję iż nie będzie to ten ohydny facet co wcześniej. I tak było to mało prawdopodobne. W końcu pozbyłam się go. Leży teraz... JEST tam gdzie powinien. Poza tym nawet jeśli by to był on to nie byłam tu nigdy z nim, więc nie wiedział gdzie mieszkam.
-Jest tam kto?- Usłyszałam pytanie.
W ułamku sekundy znalazłam się w cieniu przy ścianie. Przeszły mnie ciarki gdy poczułam jego energię duchową. Była taka sama jak Draco, tylko że z tej dało się jasno wyczytać, że jej posiadacz jest samotny i zagubiony. Jednak była również jedna wiązka energii, która świadczyła o przemocy której owa postać doznała w życiu.-Czego chcesz?- Warknęłam głośno, a echo spowodowało, że mój głos odbił się od ścian i wydawał się bardziej groźny.
Poczułam strach tamtej osoby. Byłam zdezorientowana. O co tu chodzi z tym kolesiem?
-Hej. Na...na..nazywam się Lucas.- Zająkał, rozglądając się po jaskini.
Wyszłam z cienia patrząc na mężczyznę.
-Witam. Moje imię to Rebecca. Ale wracając do rzeczy. Czego tutaj szukasz?- Odpowiedziałam.
Jego wzrok skierował się na mnie. Zobaczyłam, jak unosi rękę w moją stronę i nie zdążyłam nawet pisnąć a już znalazłam się na ścianie na drugim końcu jaskini.
Czułam, że słabnę. Moje moce opuszczały mnie. To... To było zaklęcie, którego nie będę mogła zdjąć już do końca życia. Nie dość, że odbierze mi moce to jeszcze będzie miał nade mną władzę. Zaczęłam się miotać.
-To nic nie da.- Zaśmiał się. - Teraz będziesz należeć tylko do Czarnego Pana.
Chciałam krzyknąć, ale głos uwiązł mi w gardle. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Tak bardzo bałam się utraty mocy. Nie chciałam ich znów stracić.
Poczułam, że robi mi się ciemno przed oczami, a moja siła życiowa słabnie. Po chwili już leżałam nieprzytomna na posadzce.
**********
Ocknęłam się na czymś miękkim. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Byłam w jakimś dużym pokoju. Na pewno nie była to jaskinia w której straciłam przytomność. Leżałam na dwuosobowym łóżku. Ktoś musiał mnie tu przynieść. Podejrzewam, że to tamten który odebrał mi moce.
Usiadłam na brzegu łóżka. Skierowałam swoje myśli na lokalizowanie energii duchowej. Nie byłam w stanie nawet tak prostej rzeczy wykonać.
Zakryłam dłońmi twarz i zaczęłam płakać. Dlaczego to musiało spotkać akurat mnie? Magia była całym moim życiem. Nie wyobrażałam sobie życia bez niej.
Usłyszałam cichy szmer otwierania drzwi. Zerwałam się z łóżka i wpatrzyłam się w otwierane drzwi przybierając pozycję obronną. W ciemności za drzwiami widać było tylko zarys jakiejś postaci.
-Witam w mojej posiadłości. -Usłyszałam głos mężczyzny.
Nigdy jeszcze nie słyszałam tego głosu, więc mogłam być jedynie pewna, że nie będę w towarzystwie znajomych ludzi.
-Kto tam? -Zapytałam, próbując się opanować.
W odpowiedzi usłyszałam śmiech.
-Nie jest Ci to potrzebne do przetrwania, więc nie pytaj. Jak przyjdzie czas, odpowiem na wszystkie Twoje pytania.- Odpowiedział.
Zobaczyłam jak coś rzuca na łóżko. Było to jakieś ubranie.
-Przebierz się i zejdź po schodach do salonu.- Powiedział po czym zamknął drzwi.
Spojrzałam na stertę ubrań, które rzucił na łóżko. Podeszłam do nich powoli i rozwinęłam je. Była to czarna koszulka na ramiączkach z koronką na brzegach, takiego samego koloru rurki i marynarka. Nie miałam nic przeciwko czarnym ubraniom, ale trochę zdziwił mnie fakt, że dostałam komplet ubrań właśnie w tym kolorze.
Poczułam chłód na stopach i spojrzałam w dół. Byłam boso. Rozejrzałam się po pokoju za jakimiś butami, ale jedyne jakie znalazłam to kilka par czarnych szpilek.
Raz jeszcze rozejrzałam się po pokoju, tym razem przyglądając się szczegółom. Było wyjście na balkon, biurko, dwie szafy, komoda, regał z książkami, łóżko, mały stoliczek i dwie pufy. Na dodatek były dwie pary drzwi. Z tego co wiedziałam, pierwsze na przeciwko łóżka prowadziły na korytarz. Podeszłam do drugich drzwi i lekko je uchyliłam. W środku znajdowała się łazienka. Zapaliłam światło i od razu podeszłam po lustra nad umywalką. Spojrzałam na swoje odbicie i stanęłam jak wryta. Wyglądałam lepiej niż wcześniej. Oczy bardziej wyraziste, włosy nie były jak siano - ładnie podkręcone, skóra bardziej blada. Czyżby ktoś ingerował w mój wygląd?
Spojrzałam na półkę obok umywalki. Leżały tam przeróżne kosmetyki. Od tuszu do rzęs po perfumy. Ktoś chyba myśli, że długo tu zostanę.
Wyszłam z łazienki, gasząc za sobą światło i zamykając drzwi.
Podeszłam do łóżka i zaczęłam się przebierać. Założyłam również jedną z par szpilek i podeszłam do dużego lustra na szafie.
-Łał....- Wykrztusiłam z zachwytem.
Ubranie było niesamowicie dopasowane. Jakby na wymiar. Pomimo prostoty ubioru wyglądała bardzo ładnie i elegancko.
Raz jeszcze rzuciłam okiem na swój wygląd po czym wyszłam z pokoju.
Skierowałam się w stronę schodów i zaczęłam po nich pomału schodzić, trzymając się poręczy. Nie byłam pewna co do tych szpilek, Owszem umiałam chodzić w szpilkach, ale z jakiegoś powodu nie czułam się pewnie. W końcu dotarłam do końca schodów i znalazłam się w ogromnym salonie.
Na kanapie siedziało jakichś dwóch mężczyzn, patrząc w moją stronę. A obok na sofie jakaś kobieta patrząca na kominek.
Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam jeszcze jedną osobę. Mężczyznę stojącego przy oknie.
Gdy tylko na niego spojrzałam, tak jakby wyczuł, że na niego patrzę odwrócił się patrząc mi w oczy. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wydawał się być całkiem przystojny no i młody. Może tylko o rok czy dwa starszy.
-Raz jeszcze witam w mojej posiadłości.- Odezwał się, robiąc w moim kierunku kilka kroków.- Teraz wyglądasz znacznie lepiej niż ze wcześniejszym ubraniu.
Dostrzegłam, że na jego twarzy pojawiły się dołeczki z uśmiechu.
-Moje imię to Tobias.- Przedstawił się. - Ty jak zapewne jesteś Rebecca, prawda?
-Tak, skąd to wiesz?- Zapytałam lekko mrużąc oczy.
-Przejrzałem twoją teczkę.- Odparł tylko po czym podszedł do mnie i pochylił się.
Moje oczy były na dokładnie takim samym poziomie co jego. Nasze twarze dzieliło może z sześć centymetrów.
Skierowałam się w stronę schodów i zaczęłam po nich pomału schodzić, trzymając się poręczy. Nie byłam pewna co do tych szpilek, Owszem umiałam chodzić w szpilkach, ale z jakiegoś powodu nie czułam się pewnie. W końcu dotarłam do końca schodów i znalazłam się w ogromnym salonie.
Na kanapie siedziało jakichś dwóch mężczyzn, patrząc w moją stronę. A obok na sofie jakaś kobieta patrząca na kominek.
Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam jeszcze jedną osobę. Mężczyznę stojącego przy oknie.
Gdy tylko na niego spojrzałam, tak jakby wyczuł, że na niego patrzę odwrócił się patrząc mi w oczy. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wydawał się być całkiem przystojny no i młody. Może tylko o rok czy dwa starszy.
-Raz jeszcze witam w mojej posiadłości.- Odezwał się, robiąc w moim kierunku kilka kroków.- Teraz wyglądasz znacznie lepiej niż ze wcześniejszym ubraniu.
Dostrzegłam, że na jego twarzy pojawiły się dołeczki z uśmiechu.
-Moje imię to Tobias.- Przedstawił się. - Ty jak zapewne jesteś Rebecca, prawda?
-Tak, skąd to wiesz?- Zapytałam lekko mrużąc oczy.
-Przejrzałem twoją teczkę.- Odparł tylko po czym podszedł do mnie i pochylił się.
Moje oczy były na dokładnie takim samym poziomie co jego. Nasze twarze dzieliło może z sześć centymetrów.
**********
Dziękuję za wsparcie, w pisaniu tego rozdziału! Tylko dzięki temu udało mi się dokończyć pisanie. Liczę na to, że się podoba, oraz na liczne komentarze.
Miłej niedzieli, kochani!