Zrobić psikus Malfoyowi
Lekcja zielarstwa zaczęła się dziewczynie dość nieprzyjemnie. Draco zaczął się z niej śmiać i wytykać ją palcem. Raz udało jej się podsłuchać o czym tak gorączkowo mówi swoim przyjaciołom.-Ona się normalnie na mnie rzuciła. Stary, gdybym jej nie powstrzymał to bym miał z pewnością malinki na całym ciele.
Była normalnie na niego wściekła. Zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że aż się jej odbiły paznokcie w skórze.
Po skończonej lekcji wybiegła z sali z łzami w oczach. Jednak zanim ktokolwiek zdołał zobaczyć, że one tam są już jej nie było. Była w łazience. Po jej policzkach spływały obficie strumienie łez. I to wszystko spowodowane przez tego głupiego Malfoya! Ona go normalnie zniszczy! Dostanie nauczkę, że z nią zadarł!
Wytarła łzy i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Nie wyglądała najgorzej. Jednym ruchem ręki sprawiła, że jej twarz znów wyglądała normalnie. Raz jeszcze przejrzała się w lustrze i wyszła z łazienki.
Drugą jej lekcją była transmutacja. Miała nadzieję, że przynajmniej ta lekcja będzie lepsza, od poprzedniej.
Weszła do klasy razem z resztą ślizgonów i zajęła sobie miejsce w ostatniej ławce. Co się okazało mieli lekcje razem z gryfonami.
-Mogę usiąść z tobą?- Usłyszała za sobą głos jakiejś dziewczyny.
Odwróciła się i zobaczyła jakąś brązowowłosą dziewczynę. Na swojej szacie miała plakietkę z godłem Gryffindoru.
-Jasne.- Powiedziała i uśmiechnęła się do dziewczyny.
-Dzięki.- Odpowiedziała i usiadła obok.- Wiesz, jakoś nie chciałam siadać z jakimś blondynem ze Slytherinu. Wydałaś mi się dużo milsza od niego.
-Chyba mówisz o Draco Malfoyu.- Wyszeptała. Spojrzała dziewczynie w oczy.- Masz racje on jest okropny. Nawet dla osób ze Slytherinu.
Brązowowłosa dopiero teraz spojrzała na plakietkę dziewczyny. Widniało na niej godło Slytherinu.
-Czy on...- Nie zdążyła zadać pytania ślizgonce, bo do sali weszła nauczycielka.
-Jeśli chodzi ci o to czy mnie skrzywdził, to tak. I zapłaci mi za to.- Wyszeptała.
Dziewczyny patrzyły na siebie jeszcze przez chwilę, po czym zajęły się lekcją.
Po jakimś kwadransie na ławce dziewczyn wylądował mały samolot z papieru. Rebecca rozprostowała kartkę i dziewczyny zobaczyły jakiś rysunek. Na rysunku widniały ich podobizny. Były w skrzydle szpitalnym i miały dziwnie powykrzywiane ciało. W drzwiach stał Malfoy ze swoimi koleżkami i śmiali się z nich.
Rebecca podniosła wzrok znad kartki. Malfoy i jego paczka patrzyli na nie. Śmiali się tak jak na rysunku. Zacisnęła ręce w pięści i wyobraziła sobie, że każdy z nich ma na twarzy ogromnego pająka.
Po chwili zobaczyła, że na ich twarzach materializują się ogromne włochate pająki. Na jej twarzy widniał teraz uśmiech satysfakcji.
Chłopacy przestali się śmiać i z przerażeniem wypisanym na twarzach zaczęli krzyczeć i miotać się po klasie.
Profesor McGonagall podbiegła do chłopaków i próbowała ich uspokoić, by pająki ich nie ukąsiły.
-Łoł... Ciekawe kto im to zrobił.- Chichotała brązowowłosa.
-Ja, ale proszę cię nikomu o tym nie mów.- Wyszeptała.
-Ale przecież ty nie miałaś nawet różdżki w ręce.- Powiedziała dalej chichocząc.
-Tak, ale ja do czarowania nie potrzebuje różdżki.- Wyszeptała i spojrzała na dziewczynę poważnie.
-Naprawdę?-Spytała nagle poważniejąc.
-Tak, naprawdę.- Przyznała po chwili.- Ale obiecaj mi, że nikomu o tym nie powiesz. No chyba, że cię o to poproszę.
-Dobrze, obiecuję.- Odparła po chwili zastanowienia.
-Wierzę, że dotrzymasz danego mi słowa.- Powiedziała i się uśmiechnęła.- Jak się nazywasz?
-Isobel Smith.- Przedstawiła się.- A ty?
-Rebecca Potter.
Isobel wytrzeszczyła na nią szeroko swoje zielone oczy.
Rebecca westchnęła i przewróciła oczami.
-Czemu wszyscy tak się dziwią, że też mam na nazwisko Potter i że jestem siostrą Harrego?
-Bo to jest niemożliwe.- Wydukała dziewczyna.
-Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko w to uwierzyć.
Rozległ się dzwonek na przerwę i wszyscy oprócz profesor McGonagall, Malfoya i jego grupki zaczęli wychodzić z sali.
-Panno Potter proszę, aby pani została.- Rozległ się głos nauczycielki.
Dziewczyna spojrzała na Isobel, a ta posłała jej uśmiech, który dodał jej nieco otuchy.
-Poczekam na ciebie.- Powiedziała i skierowała się do wyjścia z sali.
-Panno Smith, niech pani też zostanie.- Odezwała się nauczycielka.
Dziewczyny spojrzały na siebie i podeszły do nauczycielki.
-A więc, słyszałam, że to podobno, któraś z was rzuciła zaklęcie na tych chłopców, czy to prawda?
-Nie.- Odpowiedziały chórem.
-Proszę, abyście pokazały mi swoje różdżki.
Dziewczyny wyciągnęły swoje różdżki i podały je nauczycielce. Kobieta rzuciła na różdżki zaklęcie pokazujące jakie zostało wypowiedziane ostatnie zaklęcie. Obydwie różdżki nie były jeszcze ani razu używane.
-Panie Malfoy różdżki od obydwu dziewczyn są czyste, więc ani panna Potter ani panna Smith nie mogły rzucić na pana i pańskich kolegów żadnego zaklęcia.
-Ale to musiały być one!-Wykrzyknął wściekły Malfoy.
-Panie Malfoy proszę, aby się pan uspokoił.
-Pani profesor to musiały być one!- Dalej krzyczał.
-Ma pan szlaban panie Malfoy.- Powiedziała nauczycielka i wróciła do swojego biurka.- Od dziś do końca tygodnia. Niech pan przyjdzie dziś o szesnastej. A teraz proszę już iść.
Dziewczyny jako pierwsze wyszły z sali i zanosząc się śmiechem poszły pod swoje sale lekcyjne.
Rebecca oparła się plecami o ścianę i zamknęła oczy przypominając sobie jak wyczarowała na twarzach chłopaków te duże pająki.
-Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho.- Usłyszała przed sobą głos Malfoya.
Otworzyła oczy i zobaczyła tuż przed sobą twarz Malfoya. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie było. Korytarz był pusty.
*****
Rozdział dłuższy od poprzednich z okazji rozpoczynającej się szkoły. Muszę się teraz bardzie starać w szkole, więc będę rzadziej mogła dodawać rozdziały. :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz